niedziela, 12 sierpnia 2012

VI Ogólnopolski Festiwal Dobrego Smaku - dzień drugi

Wiem, że na relację z drugiego dnia VI OFDS (piątek - 10.08.2012) przyszło Wam trochę poczekać, ale Festiwal dostarcza tyle atrakcji, że dopiero dzisiaj znalazłam chwilę czasu, by coś napisać.

Piątek był dniem, kiedy w ramach wygranego Pakietu VIP uczestniczyłam w dwóch wydarzeniach festiwalowego programu.

Pierwszy miał miejsce w restauracji Toga. Była to degustacja Live cooking, która poświęcona była technice sous-vide (czyt. su vi) w wykonaniu szefowej kuchni – Pani Ewy Michalskiej.
Spotkanie to było o tyle interesujące, że dotychczas nie miałam okazji spotkać się z tym sposobem przyrządzania potraw. 
Jak się tego dnia dowiedziałam, sous-vide polega na próżniowym gotowaniu w wodzie o stałej, dość niskiej (jak na obróbkę termiczną) temperaturze, przy wykorzystaniu specjalnego urządzenia.
Dzięki zamknięciu próżniowo np. mięsa/ryby w specjalnych woreczkach zyskujemy pewność, że nie stracą naturalnej soczystości ani koloru.
Wprawdzie przygotowanie jajka, o konsystencji aksamitnej trwało ponad godzinę, a mięsa może zajmować nawet 3 doby(!), o tyle przygotowanie ryby w tej technice zajmuje ok. 15-20 minut i można równie dobrze stosować tę metodę w domowym zaciszu.








Degustacja obejmowała:
- jajko o konsystencji aksamitnej
czas przygotowania w sous-vide ok. 1 godziny, a jajko w środku miało jednolitą konsystencję  - zarówno białko jak i żółtko były delikatnie ścięte, ale nadal luźne - aksamitne (powiedzmy, że galaretowate).

- łosoś świeży i wędzony na sałacie z malinami, brzoskwiniami, borówkami z pikantnym dressingiem z czosnkiem w zalewie 
czas przygotowania ok. 20 min. Mięso łososia miało naturalny pomarańczowo - różowy kolor - z rozpędu można by pomyśleć, że jest surowy. Łosoś w niczym nie przypominał tradycyjnie gotowanej ryby - był niezwykle delikatny, wręcz rozpływający się ustach a przy tym bardzo wyrazisty i otulony przyprawami.

Zdecydowanie powiem, że był to najlepszy łosoś jakiego kiedykolwiek jadłam (a jest to jedna z moich ulubionych ryb). Dla nieprzekonanych dodam, że łosoś przygotowywany tą techniką nie sprawia wrażenia tłustego (co dzieje się np. przy smażeniu).

- polędwiczka wieprzowa na puree z cukinii i masła truflowego
czas przygotowania znacznie dłuższy, bo kilka lub kilkanaście godzin. Efekt? Delikatna i niezmiernie soczysta polędwiczka na niebiańskim puree, które sprawiło, że byłam oszołomiona smakiem. 

Być może sous-vide brzmi kosmicznie i skomplikowanie, a zdjęcia nie oddają smaku, ale wierzcie mi, że degustowany przeze mnie zarówno łosoś (świeży i wędzony), jak i polędwiczka wieprzowa po prostu rozpływały się w ustach. 
Dania były nieprzekombinowane, a ich zdecydowaną zaletą była prostota.

Drugie miejsce, do którego zostałam zaproszona to Ogródek "Alkoholi z duszą". Tam odbywała się degustacja francuskich win oraz nalewek porażyńskich produkowanych przez Właściciela lokalu.
Nie ukrywam, że wybierając się na tą degustację byłam pewna obaw o to, że będzie sztywno i bardzo poważnie, wręcz patetycznie. Okazało się jednak, że Właściciel wraz z Panią Żoną są pasjonatami tych alkoholi, potrafiącymi w niebanalny i pełen radości sposób opowiadać o tych niezwykłych trunkach. 

Smakowanie zaczęliśmy od win - reńskiego białego, poprzez różowe, do czerwonego Fut de Chene, które dzięki zabawnej historii z udziałem uczestników wieczornego spotkania, zostało ochrzczone przez koleżankę Julię mianem "Stopy Czejena" 




I słynna już Stopa Czejena:)



Atmosfera ulegała dalszemu rozluźnieniu przy nalewkach produkowanych wg własnych receptur przez Właścicieli lokalu.
Próbowaliśmy nalewki wiśniowej, kominkowej (idealna na zimowe wieczory), leśnej rapsodii (malina, jagoda, brzoskwinia) i smorodinówki (dzika odmiana czarnej porzeczki), ale mnie najbardziej przypadła do gustu nalewka dąbrowicka przygotowana ze śliwek. 




Wieczór był bardzo długi, bo rozeszliśmy się ok. 2 w nocy, ale niezwykle przyjemny.
W pamięci na długo zostaną mi zaznane tego dnia smaki.

Relacja z trzeciego i czwartego dnia VI OFDS już wkrótce!

piątek, 10 sierpnia 2012

Zostań odkrywcą smaków!

No i zaczęło się. 
Czwartek to pierwszy dzień VI Ogólnopolskiego Festiwalu Dobrego Smaku w Poznaniu. 
Wydarzenia tego wyczekiwałam już od dawna. Pisałam o tym fakcie na łamach bloga już nie raz. Dzięki wygranej w konkursie dla bloggerów, we wtorek zostałam szczęśliwą posiadaczką Pakietu VIP. Tamtej nocy spałam z uśmiechem na twarzy:)

Wprawdzie nie uczestniczyłam w żadnych czwartkowych warsztatach, ale postanowiłam wybrać się i rozejrzeć wśród morza wystawców.

W zasadzie nie było to morze, a wręcz ocean pysznych specyfików do spróbowania. Wśród nich:

- cała gama różnej maści serów - twarogowych i pleśniowych ze wszystkimi możliwymi dodatkami - oliwkami, kminkiem, żurawiną, czarnotką, ziołami... do wyboru do koloru,
- wysokiej jakości wędliny - polskie i węgierskie,
-litewskie czarne chleby,
- suwalskie sękacze,
- stanowisko z hiszpańskimi winami - degustacja. 3 lampki za 12 zł:),
- cała plejada regionalnych piw,
- stanowisko z miodami, również tymi pitnymi (w mojej opinii nie ma nic lepszego na  mroźne zimowe wieczory niż lampka rozgrzewającego trójniaka),
- domowej roboty konfitury np. jagodowo - żubrówkowe lub z pigwy,
- stanowisko z drewnianymi akcesoriami kuchennymi lub ręcznie malowaną ceramiką,
- wędzone ryby.

No ale największe wrażenie zrobiły na mnie 2 stanowiska.

Pierwsze, na którym dostać można świeżo przygotowywane rumuńskie kołacze




Oryginalna nazwa to „Kurtos Kalacs” czyli ciasto pieczone (a właściwie grillowane) na drewnianych wałkach nad żarem.  Po upieczeniu, długie na ok. 20 cm, ciasto zdejmuje się z wałka. Po zdjęciu posypuje się je orzechami albo wiórkami kokosowymi, ewentualnie cukrem lub cynamonem. Ja wybrałam tzw. wersję "mix", czyli wszystkiego po trochu. 
Najlepszy jest jeszcze ciepły - niezła frajda przy rozwijaniu tej spirali smaków:)
Kurtosz kolacz (tak się to wymawia) jest wymysłem węgierskim, ale rzadko spotyka się jeszcze robione je tradycyjnie i na żywo. A tu proszę - centrum Poznania i takie specyfiki. No ale to w końcu OFDS:)
Koniec końców nie mogłam koło niego przejść obojętnie. 

No i drugie stanowisko, obok którego nie sposób było nie zahaczyć - to stanowisko ze świeżymi ostrygami. Za jedyne 8 zł pani rozłupie przy Was świeżą, żywą ostrygę. Poda Wam cytrynę. Wy sami skropicie sobie zawartość muszli sokiem z cytryny i zjecie! Doznania - bezcenne:)

Powtórzę się zapewne, ale jeśli naprawdę macie wolną chwilę - przybywajcie na Stary Rynek w Poznaniu - do niedzieli macie czas.
http://www.ofds.pl/

Do zobaczenia!

czwartek, 9 sierpnia 2012

Klopsy w kurkach

Ten tydzień ewidentnie sponsorowany jest u mnie  przez literkę K - jak kurka:)

Pomysł na to danie zrodził się w drodze powrotnej z Woodstocku w ubiegłą niedzielę. 
Mijając kolejnych i kolejnych i kolejnych grzybiarzy, w przydrożnych lasach, nie wytrzymaliśmy w końcu presji i musieliśmy się zatrzymać. Kupiliśmy solidną porcję złotych grzybów.
Towarzysz drogi B.D. podrzucił pomysł zrobienia sosu kurkowego - na zachętę przedstawił wizualizację w swoim telefonie komórkowym.
To było jak wyzwanie. Zatem do dzieła.


Postanowiłam, że tym razem nie będę mrozić grzybów, tylko wykorzystam je póki są świeże. Tym sposobem dziś na obiad przygotowałam kotlety mielone nadziewane kurkami w sosie z kurek z kaszą i fasolką szparagową.

Składniki:
porcja dla 2 osób
czas przygotowania: 30-40 min.
stopień trudności: łatwy, średni, trudny (ciekawe, czy kiedyś będę robić coś trudnego?)
ilość zużytych naczyń: 5 + talerze i sztućce
współczynnik bałaganu: mały, średni, duży
  • 1 woreczek kaszy jaglanej
  • 300 g mięsa mielonego wieprzowego
  • 300 g fasolki szparagowej
  • 2 szklanki kurek
  • 0,5 cebuli
  • 0,5 kostki rosołowej
  • 200 ml śmietanki 18%
  • 1,5 łyżki mąki
  • sól, cukier, pieprz, papryka do doprawienia
  • 1 łyżka masła
  • 3 łyżki oleju np. rzepakowego 


Kaszę gotujemy wg wskazań na opakowaniu. 
Fasolkę gotujemy w lekko osolonej i osłodzonej wodzie (0,5 płaskiej łyżeczki soli i 1,5 łyżeczki cukru na ok. 1-1,5 l wody).
Czyścimy kurki. Cebulę kroimy w drobną kostkę i podsmażamy na 1 łyżce oleju i 1 łyżce masła. Gdy się lekko zrumieni dodajemy kurki. Obsmażamy ok. 3 minuty, a następnie wyjmujemy ok. 1/3 kurek z cebulą (będzie potrzebna jako nadzienie do mięsa).
Do pozostałej na patelni cebuli i kurek dodajemy rozdrobnione 0,5 kostki rosołowej. Mieszamy. Całość posypujemy delikatnie i stopniowo mąką (najlepiej przy użyciu małego sitka) aż wchłonie cały tłuszcz. Dolewamy śmietankę i delikatnie (ale cały czas) mieszamy do czasu aż sos zgęstnieje. Wszystkie czynności wykonujemy "na małym ogniu".
Mięso doprawiamy solą, pieprzem i papryką. Dodajemy jajko. Mieszamy. Dzielimy mięso na 4 równe części i z każdej z nich robimy na dłoni "placek". Nakładamy ok. 1 łyżeczkę farszu grzybowo - cebulowego. Formujemy z mięsa okrągłego klopsa. Czynność powtarzamy z pozostałymi porcjami mięsa.
Podsmażamy kotlety, z każdej strony, na rozgrzanym oleju na "małym ogniu" (żeby się delikatnie zrumieniły na zewnątrz i zdążyły w pełni upiec w środku).

Gotowe!

Pyszny i sycący obiad z sezonowych składników. Gorąco polecam.




Smacznego!

środa, 8 sierpnia 2012

tagliatelle w sosie kurkowo - jabłkowym

Kurkowa propaganda (łąki łanda) - trwa!

Zmotywowana zakupem kurek u przydrożnego sprzedawcy, zainspirowana tym przepisem Koleżanki Agaty oraz naładowana alternatywną Łąki Łanową energią - wpadłam do kuchni.

W podskokach wyjęłam wszystkie niezbędne składniki:
porcja dla 4 osób
czas przygotowania: 45 - 60 min.
stopień trudności: łatwy, średni, trudny
ilość zużytych naczyń: wuchta:), czyli dużo
współczynnik bałaganu: jak okiem sięgnąć - po horyzont:)

  • 2 szklanki kurek
  • 2 łyżki oleju rzepakowego
  • 1 łyżka masła
  • 0,5 średniej wielkości cebuli (w oryginalnym przepisie występuje dymka)
  • 1 słodko-kwaśne jabłko (ja użyłam jonagold)
  • 2 ząbki czosnku
  • 200 ml (1 opakowanie) śmietanki 30% - świeżej (nie uht)
  • 80 ml (pół kubka) jogurtu naturalnego
  • 100 g rukoli
  • 1 duża pierś z kurczaka
  • sól, pieprz, słodka papryka
  • makaron (ja użyłam tagliatelle)
  • 0,5 szklanki wody z obgotowania kurek
i w szale zabrałam się do przygotowywania dania, które prześladowało mnie przez kilka ostatnich dni.




Najpierw podgotowałam, tak jak Agata przykazała, przez jakieś 7-8 min. kurki w ok. 1 litrze lekko osolonej wody (1 płaska łyżeczka wystarczy). Następnie okazało się, że nie mam w domu dymki i dysponuję tylko zwykłą cebulą. Nie zrażając się tym faktem, poszatkowałam w drobną kostkę pół główki. 
Jedyne jabłko, jakie pozostało w domu (bo nie pozwoliłam go zabrać Mistrzowi do pracy - w zamian dostał brzoskwinię - żeby nie było, że go głodzę:)) było jonagoldem i jak się później okazało, świetnie współgrało smakiem z resztą dania. 
Co więcej, dla tych, którym połączenie słodkiego jabłka z kurkami wyda się dziwne powiem, że absolutnie nie należy nie doceniać jego udziału - właśnie jego słodycz nadaje potrawie niepowtarzalnego charakteru.
Pokroiłam jabłko w ósemki a następnie w ok. 0,5 cm grubości kawałki. 

Na dużej patelni rozgrzałam 1 łyżkę oleju rzepakowego i 1 łyżkę masła. Zrumieniłam cebulę, a następnie dodałam pokrojone jabłko. Smażyłam ok. 3 minuty na "średnim ogniu" nie pozwalając, by z jabłka zrobił się mus. Odcedziłam kurki i dodałam je do jabłek oraz cebuli. Gdy kurki się delikatnie podsmażyły, dorzuciłam wyciśnięty czosnek.    

Kolejnym krokiem, przybliżającym mnie (i Mistrza) coraz bardziej do degustacji, było dolanie do patelni wywaru z kurek oraz śmietanki i jogurtu naturalnego. Na koniec doprawiłam solą i pieprzem do smaku i delikatnie mieszałam do czasu, aż sos zgęstniał.

W tzw. międzyczasie ugotowałam makaron (ja użyłam tagliatelle) wg wskazań na opakowaniu. 

Umyłam, a następnie pokroiłam w paski pierś z kurczaka. Doprawiłam solą, pieprzem i papryką. Podsmażyłam na drugiej patelni na 1 łyżce oleju. 

Na umytą i odsączoną z wody rukolę nałożyłam makaron. Następnie polałam gęstym sosem kurkowo - jabłkowym, a na sam koniec - położyłam kawałki kurczaka.

Powiem Wam jedno. Zabierając się za przygotowanie tego dania, naprawdę nie sądziłam, że jest ono tak pyszne.

Dodatkowym faktem dodającym sprawie pikanterii jest to, że nie jestem zwolenniczką rukoli. Gdy dostaję w restauracji sałatkę, rukolę zazwyczaj odkładam na bok. Tym bardziej jestem zaskoczona, że postanowiłam wypróbować ten przepis.  
I wierzcie lub nie, ale cały charakter temu posiłkowi nadaje jabłko i rukola - tych dwóch składników nie polecam wymieniać:)







Dziękuję Agacie, autorce bloga w sezonie... za inspirację i miłe słowo:)

Podziękowania dla Mistrza, który uprzątnął horyzont:)

niedziela, 5 sierpnia 2012

Piersi z kurczaka faszerowane suszonymi pomidorami i parmezanem z ryżem curry

Woodstockowe szaleństwa mam już za sobą :( Tym razem zdołaliśmy przyjechać tylko na jeden dzień - ale i tak było warto. Ten festiwal to dla mnie taki fajny czas, kiedy można się po prostu wyluzować i niczym się nie martwić. Nawet ten wszechobecny "galimatias" (nazwijmy to w ten sposób:)) mi nie przeszkadza. Po prostu się wyłączam i chilloutuję. 
Tradycyjnie, do Kostrzyna nad Odrą, przywieźliśmy ze sobą deszcz:) - tego lata wyjątkowo nas to fatum prześladuje. Ledwo wysiedliśmy z samochodu - ulewa. Ale taka konkretna. Na szczęście, nauczeni suwalsko - olsztyńskim doświadczeniem, zaopatrzeni byliśmy w peleryny. To nam pozwoliło cieszyć się bardzo energetycznym występem Eris is my homegirl:) Chłopaki mimo "niesprzyjających warunków atmosferycznych" - delikatnie mówiąc - poderwali wszystkich do rewelacyjnej zabawy.
Później był jeszcze Rust, The Darkness, Marika oraz solidna porcja kurzu i błota:) Radość:)

Podróż powrotna była długa i męcząca (pogoda nagle postanowiła przygrzać powyżej 30 stopni). Szczęśliwie dopisało nam wesołe towarzystwo. Powrót zaowocował także zakupem słusznej porcji kurek u przydrożnego sprzedawcy - wykorzystane zostaną już niebawem. 

Do domu dotarliśmy wygłodniali, nastąpić więc musiała szybka decyzja - co (byle tylko dobrze i szybko) zjeść?
Przegląd lodówki i natychmiastowa reakcja - piersi z kurczaka z ryżem i marchewką. A żeby nie było tak nudno i zwyczajnie - postanowiłam to tradycyjne już danie trochę urozmaicić. 


Składniki:
porcja dla 2 osób
czas przygotowania: 35 min.
stopień trudności: łatwy, średni, trudny
ilość zużytych naczyń: 5 + talerze i sztućce
współczynnik bałaganu: mały, średni, duży

  • 1 worek ryżu parboiled
  • 1 łyżeczka curry
  • 0,5 małej cebuli
  • 0,25 czerwonej papryki
  • 4 łyżki oleju np. rzepakowego
  • 1 łyżka masła
  • 1 łyżeczka soli
  • 2 duże piersi z kurczaka
  • garść startego parmezanu
  • 4 suszone pomidory z olejowej zalewy
  • sól, pieprz, papryka (do doprawienia)
  • 2 marchewki
  • 2 łyżki selera w zalewie (lub garść świeżego, startego)
  • 0,5 wyciśniętej limonki lub cytryny
  • 1 łyżeczka cukru 

Do roladek zawsze podchodziłam sceptycznie, ponieważ nie chciały mi wyjść. Tym bardziej sama jestem zaskoczona, że na tzw. szybki obiad zdecydowałam się kombinować z zawijaniem. Dotychczas wymyślałam jakieś "metody" utrzymania mięsa w ryzach - a to sznurki, nici, wykałaczki - masakra! Oczywiście nic z tego nie wychodziło - a w zasadzie wszystko wychodziło - najczęściej cały farsz:)

Postanowiłam jakoś zbytnio się nie spinać (w końcu całe woodstockowe wyluzowanie nie mogło pójść na marne!) i nie tarmosić nadmiernie biednej piersi z kurczaka. I tu niespodzianka. Powiem tylko tyle - opłaciło się, gdyż mięso się odwdzięczyło:)

Zatem wstawiamy w garnku wodę na ryż. Po zagotowaniu dodajemy ok. 1 łyżeczkę soli na ok. 1,5 l wody. Wkładamy ryż do wrzącej wody i gotujemy wg wskazań na opakowaniu. W międzyczasie siekamy cebulę i paprykę w drobną kostkę. Na patelnię wlewamy 0,5 łyżki oleju i 1 łyżkę masła (olej po to, by masło się nie przypaliło). Na rozgrzany tłuszcz wsypujemy pokrojone warzywa i podsmażamy, aż zmiękną. Dodajemy curry i mieszamy na "małym ogniu" przez ok. 1 minutę. Dodajemy ugotowany i odcedzony ryż. Mieszamy, aż do połączenia składników.

Myjemy i osuszamy mięso. Przekrawamy je wzdłuż (tak by otrzymać 2 płaty (a w sumie 4) tej samej wielkości i naturalnego kształtu piersi z kurczaka). Doprawiamy z oby dwu stron solą, pieprzem i papryką. Środek piersi posypujemy parmezanem i nakładamy 1 suszonego pomidora. Ściśle zwijamy mięso w roladkę. (Kluczem do udanych roladek jest to, by nie nakładać zbyt dużo farszu. Zatem jeśli korci Was, by dodać jeszcze jednego lub dwa pomidory - troszkę ryzykujecie:) Ta nieduża, ale wystarczająca ilość nadzienia powoduje, że mięsa nie trzeba niczym wiązać i samo utrzymuje kształt roladki.) Czynności powtarzamy z pozostałymi 3 płatami mięsa.  Rozgrzewamy na patelni 3,5 łyżki oleju i obsmażamy mięso ze wszystkich stron (po nałożeniu mięsa na rozgrzany olej możemy skręcić nieco gaz, by uniknąć przypalenia).  

Umytą i obraną marchew ścieramy na małych podłużnych oczkach. Dodajemy seler, wyciśnięty sok z limonki lub cytryny (ja użyłam limonki, bo akurat była w lodówce a cytryny nie miałam - choć zazwyczaj jest na odwrót), cukier i 0,5 łyżeczki oleju. Mieszamy. 

Gotowe! 

Być może brzmi skomplikowanie, lecz zapewniam - ku mojemu zdziwieniu przygotowanie tego dania nie zajęło mi dużo więcej czasu niż zwykłej piersi z kurczaka w panierce.

Serdecznie polecam i życzę smacznego:)

piątek, 3 sierpnia 2012

Naleśniki z owocami sezonowymi

Będę szczera. (Informuję o tym na samym początku, bo zazwyczaj taka nie jestem;))

Gdy na dworze żar z nieba (szkoda, że w czasie mojego urlopu Pani Pogoda nie była tak łaskawa) taki, że zastanawiam się czy jestem jeszcze w Wielkopolsce, czy już na Rodos - jedzenie jest ostatnią rzeczą, o której myślę. Z myśleniem w temperaturze powyżej 30 stopni ogólnie rzecz biorąc jest ciężko, zatem jedyne co przemknie mi przez wyobraźnię, w baaaardzooo zwolnionym tempie, to "jak się żywcem nie ugotować?" Chłodzę się wodą, mrożoną kawą, herbatą miętową. Dla orzeźwienia czytam porady jak sobie radzić z upałami. Tak. Teraz chętnie wróciłabym do Suwałk;)

Ponoć są na świecie ludzie, którzy żywią się energią słoneczną i nie potrzebują tradycyjnego jedzenia - patrz Prahlad Jani. Heterotrofi w czasie tych kilku ostatnich dni naładowali swoje żołądki słońcem chyba na cały rok:)
Myślę, że jednak (na szczęście) ja do takowych nie należę. No, ale co by tu zjeść aby jakoś zaspokoić głód i zmysły, a przy okazji się nie rozpuścić z gorąca? Mięso? Nie. Zupa odpada. Ewentualnie chłodnik - ale jest mi tak gorąco i jestem taka "zmulona", że na samą myśl o obieraniu warzyw już mi się nie chce.

"Nagle! Zobaczysz kwiaty. Nagle! Zobaczysz drzewa. Nagle! Zobaczysz dziwny las." - jak to śpiewała niegdyś Mira Kubasińska - NAGLE w zwolnionym tempie, niczym ospały żółw w głowie zaświtał mi pomysł. 

Naleśniki.




Uwielbiam je w każdej postaci - na słodko, na słono i na pikantno.
Ale, że sezon malinowo - jagodowo - borówkowy w pełni.... trzeba to wykorzystać do maksimum.


Oprócz malin i borówek jako dodatek przygotowałam serek waniliowy. 

Składniki: 
ok. 6 sztuk
czas przygotowania: 15-20 min.
stopień trudności: łatwy, średni, trudny
ilość zużytych naczyń: 3 + talerze i sztućce
współczynnik bałaganu: mały, średni, duży

  • 2 jajka
  • 5 łyżek mąki
  • 50 ml mleka
  • 250 ml wody
  • 1 łyżka oliwy z oliwek
  • szczypta soli
  • 2 opakowania serka naturalnego homogenizowanego
  • 1 opakowanie cukru wanilinowego
  • 2 łyżeczki cukru
  • 300 g malin
  • 300 g borówek amerykańskich
  • garść płatków migdałowych

Do głębokiej miski wsypujemy mąkę, 1 całe jajko, mleko, wodę i szczyptę soli. Mieszamy energicznie trzepaczką, tak by nie było grudek. Oddzielamy białko od żółtka drugiego jajka i dodajemy białko do miski z ciastem i dalej mieszamy. Kiedy ciasto nie ma żadnych grudek dodajemy oliwę z oliwek (ten zabieg spowoduje, że nie ma potrzeby smarować patelni tłuszczem)i mieszamy do połączenia składników. Ciasto nie może być zbyt gęste ani zbyt rzadkie. Przekonacie się o tym wlewając ciasto na dobrze rozgrzaną patelnię. Jeżeli ciasto ciężko będzie rozprowadzić kolistym ruchem - tak by pokryło całą patelnię, należy dodać do miski z ciastem trochę wody i ponownie wymieszać. Jeśli ciasto będzie zbyt rzadkie - dosypcie odrobinę mąki i wymieszajcie ciasto na nowo.
Smażymy ciasto naleśnikowe tak długo, aż samo się odlepi od patelni i przewracamy na drugą stronę (cały czas doskonalę technikę, by w końcu przewracać je bez użycia łopatki:)). Czynność powtarzamy, aż do wykorzystania całego ciasta.
W tzw. międzyczasie do naszego oddzielonego żółtka dodajemy serki homogenizowane, cukier i cukier wanilinowy (całe życie myślałam, że jest to cukier waniliowy, a jednak byłam w błędzie). Mnie wystarczą ok. 2 łyżeczki zwykłego cukru, ale myślę, że ten składnik powinniście dodawać wg własnego uznania. Całość energicznie mieszamy i gotowe! Żaden gotowy serek smakowy nie może się równać.
To tyle. 
Usmażony naleśnik smarujemy serkiem, dodajemy borówki i maliny, zwijamy w rulon lub w trójkąt (ja najbardziej lubię rulony), przykrywamy jeszcze raz cienką warstwą serka i owoców. Posypujemy płatkami migdałowymi. Finito.





środa, 1 sierpnia 2012

Wygraj Pakiet VIP na VI Ogólnopolski Festiwal Dobrego Smaku w Poznaniu

Moi drodzy,
jeśli: 
- jeszcze nie wiecie co będziecie robić między 9, a 12 sierpnia tego roku, 
- macie trochę wolnego czasu,
- jesteście przy okazji w Poznaniu,
- lub zawsze chcieliście się do Poznania wybrać, lecz brakowało Wam okazji,
- lubicie dobre jedzenie i picie (jeść i pić lub tylko patrzeć na takowe)

teraz trafia się niezwykle dobra okazja! Okazja, której nie sposób przegapić. 

Dokładnie od czwartku (9 sierpnia) do niedzieli (12 sierpnia) w stolicy Wielkopolski - Poznaniu odbywa się VI Ogólnopolski Festiwal Dobrego Smaku!!!
Macie niepowtarzalną (aż do przyszłego roku) szansę wziąć udział w niesamowitej przygodzie - zostańcie ODKRYWCAMI SMAKÓW!!!

Stary Rynek w Poznaniu na te kilka dni stanie się kulinarną stolicą Polski. Będziecie mogli spróbować między innymi:

- poznańskich szarych kluch,
- wędzonych i smażonych ryb, 
- serów zagrodowych z różnych regionów Polski (m.in. z Podlasia),
- tradycyjnych nalewek,
- węgierskich wędlin,
- litewskich czarnych chlebów i kindziuków,
- hiszpańskich oliw,
- suszonych pomidorów,
- cypryjskiego sera halloumi - patrz tu,
- win z każdego zakątka Europy.

Jeśli w skryciu przed wszystkimi przygotowujesz nalewki - przełam obawy i pokaż się w końcu całemu światu - weź udział w organizowanym na OFDS konkursie na Polską Nalewkę Roku - informacje o konkursie znajdziecie pod tym linkiem http://www.ofds.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=64&phpMyAdmin=26685721f3b9d514680637e2ed96612e&Itemid=87 W konkursie może wystartować każdy!

Jeśli Wasze dzieci nie przepadają za warzywami - zabierzcie je na WARSZTATY. Katia Roman Trzaska (znana z programu Little Chef w Kuchni +) opowie dzieciom  ile smaków może mieć pomidor, skąd bierze się olej i co to znaczy produkt lokalny. 
Jestem przekonana, że będzie to dla nich niesamowite przeżycie, które sprawi, że z większą ochotą zasiądą do wspólnych posiłków:) 


Coś dla ciała, coś dla duszy. Organizatorzy Festiwalu zadbali również o to, by doznania smakowe wsparte były dobrą muzyką. W trakcie Festiwalu będziecie mogli posłuchać między innymi Poznańskiego zespołu Wolna Sobota.

Sami widzicie, że uciech co nie miara. 
Szczegółowy program VI Ogólnopolskiego Festiwalu Dobrego Smaku znajdziecie na stronie internetowej http://www.ofds.pl/ oraz profilu na Facebooku http://www.facebook.com/pages/Og%C3%B3lnopolski-Festiwal-Dobrego-Smaku/144553542228493

Dla Wszystkich zainteresowanych mam niespodziankę! Macie bowiem możliwość WYGRANIA PAKIETU VIP, który zawiera:
  1. nocleg w hotelu Sheraton dla 1 lub 2 osób, 
  2. 2 wejściówki na wybrane laboratorium smaku, 
  3. 1 wejściówkę na wybrany pokaz Live cooking, 
  4. 2 wejściówki na warsztaty dot. świni złotnickiej
Wystarczy, że w zakładce http://www.facebook.com/pages/Og%C3%B3lnopolski-Festiwal-Dobrego-Smaku/144553542228493?v=app_325065327586012  odpowiecie na pytanie dot. ulubionego elementu programu OFDS, pozostawicie swój adres e-mail oraz wskażecie stronę/bloga, który poinformował Was o konkursie. 

Przekonajcie się na własnym podniebieniu, że tradycyjna kuchnia nie musi być nudna i nie musi pozostawać oderwana od współczesności, a wręcz przeciwnie - może z nią idealnie współgrać.

Gorąco zapraszam!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...