środa, 10 kwietnia 2013

Urodzinowe babeczki kawowe

Odczuwałam poświąteczny babkowy niedosyt. Postanowiłam więc uraczyć się dodatkową dozą tego wypieku. Żeby nie było zbyt nudno, zamiast piec ciasta w typowej keksówce postanowiłam zaszaleć i użyć... form do babeczek! Ach, ta nieobliczalna i kreatywna ja;) Ale sama zmiana formy okazała się być niewystarczającą fanaberią. Musiałam dokonać pewnych zmian smakowych. Jadłam już ostatnio babeczki cytrynowe, babkę z makiem i z kakaowym kleksem, ale babeczki kawowe - to totalna nowość!:)

 
Składniki:
12 babeczek
  • 175 g przesianej mąki pszennej
  • 175 g cukru
  • 175 g miękkiej margaryny lub masła
  • 3 jajka
  • 8 łyżeczek kawy rozpuszczalnej lub mega mocnego (np. podwójnej lub potrójnej mocy) espresso
  • 3 łyżki gorącej wody 
  • 1/8 mlecznej czekolady

 Przygotowanie:
  1. Rozgrzej piekarnik do 160 stopni Celsjusza.
  2. Wyłóż formy do babeczek papierowymi foremkami.
  3. Zmiksuj w misce mąkę, cukier, tłuszcz oraz jajka - tak  by miały dość puszystą konsystencję - ok. 5 min.
  4. W szklance lub małej miseczce wymieszaj kawę rozpuszczalną z 3 łyżkami gorącej wody. Kawa powinna być dość gęsta i bardzo ekstraktywna, by nadać ciastu intensywny kawowy smak. Uprzedzam, że ta kawa nie nadaje się do picia - chyba, że ktoś lubi doznania ekstremalne:)
  5. Stopniowo dodawaj kawę do ciasta, próbując czy jest wystarczająco kawowe. 
  6. Przelej ciasto do foremek i wstaw do piekarnika na ok. 12-15 min.
  7. Wyjmij ciastka z piekarnika i pozostaw do przestygnięcia.
  8. Rozpuść czekoladę w kąpieli wodnej. Nabierz odrobinę czekolady na końcówkę łyżeczki i udekoruj babeczki.


Babeczki mają nie tylko piękny, kawowy kolor, ale przede wszystkim intensywny, kawowy smak. Do pełni szczęścia brakuje już tylko sporej latte, cappuccino lub po prostu zwykłej kawy.



Sama nie wiem jak, kiedy i gdzie, ale właśnie minął rok od dnia, kiedy zamieściłam swój pierwszy wpis na blogu.
Czas pędzi jak zwariowany. Mam wrażenie, że z każdym rokiem przyspiesza coraz bardziej.
Nie przygotowałam na dziś niczego szczególnego. Chciałabym jednak podziękować wszystkim i każdemu z osobna za wszystkie dotychczasowe miłe słowa. To potrafi człowieka podbudować oraz daje niesamowite poczucie satysfakcji.
Gdy rozpoczynałam swoją blogową przygodę, sama nie wiedziałam czego się spodziewać. W zasadzie nie spodziewałam się niczego. Ubiegły rok był dla mnie czasem dość intensywnym, a blog okazał się być świetną odskocznią od spraw codziennych. Dodatkowym zaskoczeniem, jakże pozytywnym, okazała się blogerska społeczność. Nie sądziłam, że znajdę tu pokrewne dusze. Jak widać życie jest pełne miłych niespodzianek:)  

wtorek, 26 marca 2013

Po jaśniejszej stronie mocy, czyli ciasto marchewkowe jasne

Pół dnia zeszło mi na zastanawianiu się co słodkiego bym zjadła. Dookoła milion pomysłów na mazurka i świąteczną babkę... ale Święta dopiero za parę dni - a do tego czasu jakoś przeżyć trzeba!
Szybki przegląd kuchennego inwentarza...orzechy, rodzynki, migdały i... marchewka! 
Ciasto marchewkowe już kiedyś popełniłam - przepis możecie znaleźć tu - klik, tym razem jednak będzie to marchewkowiec w wersji jasnej (czyli bez cynamonu), z orzeźwiającym kremem na bazie serka.


Jak to mam w zwyczaju, przygotowałam ciasto z połowy porcji składników, lecz poniżej przedstawiony przepis odpowiada pełnowymiarowej dużej blasze.

Do przygotowania ciasta marchewkowego w wersji jasnej z kremem będziecie potrzebować:

ciasto
  • 4 jajka
  • 1,5 szklanki cukru
  • 2 szklanki mąki
  • 1 szklankę oleju
  • 2 szklanki startej marchewki (drobne oczka)
  • 1 łyżeczkę proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczkę sody oczyszczonej
  • 0,5 szklanki rodzynek
  • 0,5 szklanki posiekanych migdałów
  • 0,5 szklanki orzechów nerkowca
  • odrobinę płatków migdałowych i brązowego cukru do dekoracji
krem
  • 4 serki Twój smak Piątnica naturalny (lub Philadelphia) czyli ok. 500 g (o temperaturze pokojowej)
  • 150 g masła (o temperaturze pokojowej)
  • 1 szklankę cukru pudru

Przygotowanie:

ciasto
  1. Całe jajka utrzeć z cukrem na puszystą masę.
  2. Powoli dodać olej, cały czas ucierając.
  3. Stopniowo dosypywać mąkę, ucieramy do uzyskania gęstej i gładkiej masy.
  4. Dosypujemy proszek do pieczenia oraz sodę oczyszczoną.
  5. Dodajemy startą marchewkę, rodzynki, orzechy i delikatnie mieszamy łyżką do połączenia składników.
  6. Pieczemy ok. 30-40 minut w temp. 180 stopni w formie wysmarowanej tłuszczem i oprószonej mąką lub wyłożonej papierem do pieczenia.
  7. Czekamy aż ciasto ostygnie, a następnie przecinamy je wzdłuż na pół.
krem
  1. Przekładamy ser do dużej miski i ucieramy mikserem, by nabrał puszystości.
  2. Dodajemy kawałki miękkiego masła oraz stopniowo cukier puder i dalej ucieramy do uzyskania gładkiej masy.
  3. Gdy ciasto jest już zimne nakładamy krem na pierwszą warstwę ciasta, delikatnie nakładamy drugą warstwę ciasta i ponownie nakładamy krem. 
  4. Wierzch ciasta posypujemy płatkami migdałowymi i brązowym cukrem.

Słodycz ciasta, wzbogacona przy pomocy rodzynek, jest idealnie zrównoważona przez niezbyt słodki, a wręcz lekko kwaskowy krem na bazie serka. Jak dla mnie - niebo w gębie:)

Oby do Świąt!

piątek, 22 marca 2013

Kuchnia polska - zupa krem z pora


Dziś po raz kolejny potrawa z kanonu kuchni polskiej, a by być bardziej precyzyjną - kuchni wielkopolskiej.
Nie pierwszy raz prezentuję danie z wykorzystaniem pora, jednak pierwszy raz będzie on odgrywał rolę pierwszoplanową.
Por nie dość, że w roli głównej, to jeszcze podany w formie zupy - kremu. Danie absolutnie bezmięsne, aczkolwiek bardzo sycące.

Postanowiłam przygotować tę zupę po obejrzeniu programu Okrasa łamie przepisy, w którym Pan Karol Okrasa przyrządzał dania rodem z Wielkopolski. Dziwnym zbiegiem okoliczności odcinek ten nagrywany był w mieście, w którym obecnie mieszkam - Środzie Wielkopolskiej.


Składniki: 
porcja dla 2 osób
czas przygotowania: ok. 45 min
stopień trudności: łatwy, średni, trudny
ilość zużytych naczyń: 2
współczynnik bałaganu: mały, średni, duży
  • 3 obrane ziemniaki
  • ½ obranego selera korzeniowego
  • 2 ząbki czosnku
  • 50 g masła
  • ½ łyżki ziaren kolendry
  • szczypta chilli w proszku
  • 1 por
  • 3 – 4 łyżki słodkiej śmietanki
  • 100 g wędzonego twarogu
  • sól, pieprz, olej

Przygotowanie:
  1. Obrane ziemniaki i selera kroimy w kostkę. Czosnek rozgniatamy lub przeciskamy przez praskę. W garnku rozgrzewamy olej, dokładamy masło, a kiedy masło się rozpuści dorzucamy pokrojone warzywa i podsmażamy je mieszając.
  2. Kiedy ziemniaki i seler się zeszklą, dorzucamy pokrojonego drobno pora. Smażymy przez chwilę a następnie doprawiamy roztartymi w moździerzu ziarnami kolendry i ostrą papryczką chilli. Całość zalewamy wodą, tak by przykryła ona warzywa. Gotujemy przez 15 minut, do czasu aż warzywa będą miękkie.
  3. Miksujemy całość na gładką, jednolitą masę, dodajemy słodką śmietankę, sól i pieprz do smaku. Wylewamy zupę na talerze i dodajemy wędzony twaróg.


Prezentowane przeze mnie dzisiaj danie ma same zalety. Po pierwsze zupa z pora jest bardzo prosta i szybka w przygotowaniu. Po drugie jest bardzo sycąca. Po trzecie - zdrowa i po wtóre - tania, bowiem do przygotowania wykorzystujemy nasze lokalne, świeże produkty. Dodatkową zaletą przepisu jest to, że porcja jest dokładnie wymierzona dla 2 osób, dzięki czemu odchodzi problem jedzenia tego samego dania któryś dzień z rzędu.
Mam nadzieję, że przedstawiona przeze mnie lista achów i ochów zachęci Was do wypróbowania tej zupy. Ja jestem nią zachwycona:)


Smacznego!

wtorek, 19 marca 2013

Kuchnia polska - tradycyjne zawijane zrazy wołowe

Okazuje się, że atak nie zawsze jest najlepszą formą obrony. 
Tak się stało za sprawą poprzedniego wpisu i cytrynowych babeczek, które miały zimę na dobre przegonić a podziałały zgoła inaczej, wręcz jak tzw. "płachta na byka". Zamiast rozgrzewających i optymistycznych promieni słońca, za oknem ciągle pada śnieg, a temperatura za nic nie chce przekroczyć magicznego progu 0 stopni. 
Postanowiłam zatem zmienić taktykę i spróbować rozstać się z zimą po dobroci. W roli mediatora wystąpiły tradycyjne, zawijane zrazy wołowe w sosie własnym z boczkiem, chlebem i ogórkiem kiszonym podane z kaszą gryczaną oraz gotowanymi buraczkami.


Wielu dietetyków radzi, by jadać głównie mięso drobiowe i ryby, ze względu na niską zawartość tłuszczu. Przeważnie stosuję się do tej zasady, lecz przychodzi czasem taki dzień, kiedy dobrą wołowiną lub schabowym nie pogardzę.
Nadszedł zatem dzień mojego zrazowego debiutu, gdyż tego dania nigdy wcześniej nie przyrządzałam. 
Przygotowania rozpoczęłam od poszukiwań przepisu idealnego. Po przejrzeniu zawartości posiadanych książek kucharskich oraz zasobów internetu, w końcu zdecydowałam się podążać za poradami Doroty z bloga Co siedzi w garnku?


Składniki:
porcja dla 2 osób
czas przygotowania: 3,5 h
stopień trudności: łatwy, średni, trudny
ilość zużytych naczyń: 5
współczynnik bałaganu: mały, średni, duży

zrazy
  • 4 plastry mięsa wołowego tzw. zrazowego lub od udźca (ok. 800 g)
  • 2 cebule
  • 1 ogórek kiszony
  • 1 plaster wędzonego boczku o szer. ok. 1 cm
  • 4 łyżeczki pikantnej musztardy (np. sarepska lub rosyjska)
  • 1 skibka/kromka chleba razowego  
  • 10 suszonych grzybów (np. podgrzybków)
  • 3 łyżki oleju (np. rzepakowego)
  • 750 ml gorącej wody
  • ok. 0,5 łyżeczki soli (do smaku, więc w zasadzie wg uznania)
  • pieprz
  • 1 kostka wołowa
  • 4 łyżki mąki
  • 2 liście laurowe
  • 5 ziaren ziela angielskiego
  • 10 ziaren czarnego pieprzu
  • 4 wykałaczki lub nić
buraczki
  • 2 duże buraki
  • 1 jabłko
  • 1 duży ogórek kiszony
  • sól
  • pieprz
  • cukier
  • 2 łyżeczki soku z cytryny
  •  kasza gryczana prażona (1 woreczek)


Przygotowanie:

zrazy
  1. Mięso obsypujemy (najlepiej świeżo zmielonym) czarnym pieprzem, a następnie solidnie rozbijamy na duże płaty przy pomocy tłuczka. Nie solimy.
  2. Cebulę kroimy w plastry, po czym obkładamy nią obtłuczone mięso, przykrywamy folią i wstawiamy do lodówki na ok. 30 min.
  3. Ogórka kiszonego tniemy wzdłuż na 4 części. Od kromki chleba odcinamy skórkę w taki sposób, by uzyskać 4 podłużne kawałki. Odkrawamy 4 słupki boczku.
  4. Wyjmujemy mięso z lodówki. Każdy płat smarujemy cienką warstwą musztardy a następnie układamy porcję ogórka, chleba, boczku i odrobinę cebuli. Staramy się złożyć brzegi mięsa do środka i zwinąć w roladki, które spinamy wykałaczką lub obwiązujemy nicią. Obtaczamy roladki w mące.
  5. Połowę pozostałej cebuli szatkujemy w kostkę.
  6. W dużym garnku (raczej o dużej średnicy niż bardzo wysokim) podsmażamy roladki na oleju (w moim przypadku rzepakowym) po czym dodajemy pokrojoną cebulę i smażymy jeszcze przez 2-3 min, by cebula się zeszkliła. 
  7. W osobnym naczyniu rozpuszczamy kostkę wołową w 750 ml gorącej wody. Wlewamy do garnka. 
  8. Dodajemy liście laurowe, ziele angielskie, ziarna pieprzu, sól, grzyby.
  9. Dusimy pod przykryciem, na bardzo "małym ogniu" ok. 2,5 - 3 h od czasu do czasu mieszając, by mięso nie przywarło do dna.
  10. Sos powinien być gęsty i w moim przypadku
buraczki
  1. Myjemy buraki w całości i w skórce.
  2. Gotujemy je w całości w wodzie, do miękkości. Odcedzamy, pozwalamy trochę ostygnąć, a następnie obieramy ze skórki i ścieramy na tarce o najmniejszych oczkach (na papkę).
  3. Na tych samach oczkach tarki ścieramy jabłko oraz ogórka kiszonego.
  4. Mieszamy starte buraki z jabłkiem i ogórkiem po czym doprawiamy solą, pieprzem, sokiem z cytryny i ewentualnie cukrem. Mieszamy a tuż przed podaniem całego dania podgrzewamy w garnku.
  5. Kaszę gotujemy w lekko osolonej wodzie wg wskazań na opakowaniu. 


Przyznaję, przygotowanie zrazów jest dość czasochłonne, lecz uwierzcie mi - czas poświęcony na przygotowanie tego dania nie jest czasem straconym! Danie jest pyszne, sycące i rozgrzewające - w związku z czym żadna zima i inne śniegi w środku wiosny nie będą Wam już straszne:)

środa, 6 marca 2013

Wiosna wiosna czyli cytrynowe babeczki w natarciu

A już myślałam, że ten dzień nigdy nie nastąpi... Wiosna! Słońce wlewa się do domu oknami i balkonem i napełnia energią wszystko co napotka na drodze - nade wszystko domowników:) Nagle człowiek nabiera ochoty, by wcześniej wstać (choć wcale nie musi), czy uporządkować to i owo, które czekało całą zimę aż znajdzie się chwila czasu. No ale przede wszystkim wiosna za oknem - wiosna w kuchni:) Nareszcie!

Ochota nadeszła nagle i niespodziewanie. Nie zakradała się podstępnie, lecz zaatakowała znienacka. Moja reakcja musiała być natychmiastowa. Żeby być szczerą, to nie była decyzja - albo ja albo ona. Takie działanie nie miałoby sensu. No bo po co walczyć z ochotą na babeczkę?:)


Babeczka musiała zostać upieczona - bez dwóch zdań, ale kwestia jaki babeczka będzie miała smak - pozostała w mojej kompetencji. 
Skoro za oknem jest tak jasno i słonecznie, to babeczki niech będą - cytrynowe.

Do przygotowania potrzebne są:
ok. 10 sztuk (duże ceramiczne formy) lub ok. 16 (blacha do muffinek)
czas przygotowania: ok. 45 min.
stopień trudności: łatwy, średni, trudny
ilość użytych naczyń:3
współczynnik bałaganu: mały, średni, duży
  • 300 g mąki 
  • 150 g cukru
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 opakowanie cukru waniliowego
  • 1/4 łyżeczki soli
  • skórka starta z 1 cytryny
  • 2 jajka
  • 250 ml jogurtu naturalnego
  • 125 g masła 

Wykonanie:
  1. W małym garnuszku roztop masło i zostaw do ostygnięcia.
  2. Nagrzej piekarnik do 180 stopni Celsjusza.
  3. Wyłóż foremki  papilotkami do muffinek.
  4. Sparz cytrynę wrzątkiem, a następnie zetrzyj skórkę.
  5. W pierwszej misce wymieszaj łyżką wszystkie suche składniki: przesianą mąkę, cukier, proszek do pieczenia, cukier waniliowy, sól oraz skórkę z cytryny.
  6. W drugiej misce zmiksuj przestygnięte masło, jogurt naturalny oraz jajka. 
  7. Wlej zawartość drugiej miski do suchych składników i za pomocą łyżki delikatnie wymieszaj - ciasto ma być gęste i niezbyt gładkie. Powinno mieć trochę "chropowatą" strukturę.
  8. Przełóż ciasto do foremek a następnie wstaw do piekarnika na ok. 15 - 20 min. Po ok. 15 minutach sprawdź patyczkiem czy ciasto jest jeszcze surowe - jeśli tak pozostaw babeczki jeszcze w piekarniku, jeśli patyczek będzie suchy - oznacza to, że muffinki są gotowe. Mój piekarnik jest elektryczny, i nastawiłam go w tym przypadku na pieczenie od dołu.   

Babeczki pięknie wyrastają, a cytrynowy aromat rozchodzi się po całym mieszkaniu. Muffinki są lekko wilgotne w środku i mają grudkowatą strukturę - mmhhhhm pycha:)

Moja ochota została zaspokojona w 100%, a babeczki rozeszły się w oka mgnieniu pozostawiając po sobie tylko wspomnienia:)

Oryginalny przepis znajdziecie tu - klik.

piątek, 1 lutego 2013

Korzenno - pomarańczowe kuleczki z suszonymi śliwkami


Za oknem słońce a termometr wskazuje 7 stopni na plusie. Nie inaczej. Gdzie ta zima? Nie żebym jakoś wyjątkowo tęskniła za śniegiem, gdyż w mieście tylko jeden z niego pożytek - jakoś tak czyściej się wydaje, gdy szare ulice pokrywa biały (powiedzmy, że) puch:)

Po co mi ta cała zima, skoro najogólniej rzecz ujmując raczej zaliczam się do grupy osób ciepłolubnych i zdecydowanie nie mogących się doczekać narzekania na zbytni upał niż nadmierne zimno?

Otóż danie, na które dzisiaj mam wyjątkową chrapkę kojarzy mi się z zimową porą - zapewne za sprawą wykorzystywanych do niego składników - przyprawy korzennej, suszonych śliwek czy pomarańczy.

Nie dajcie się jednak zwieść pozorom - to co mam dzisiaj dla Was w zanadrzu nie jest w żadnym przypadku deserem!


Proponuję Wam dziś moją ulubioną wersję kotletów mielonych z cynamonem, przyprawą korzenną i pomarańczami nadziewanych suszonymi śliwkami w korzenno - pomarańczowo - śliwkowym sosie.

Mięso, dzięki dodatkowi zimowych przypraw oraz śliwek ma lekko korzenny smak wzbogacony nienachalnym aromatem suszonych owoców.

Jestem fanką połączeń mięsno - owocowych ze słodkawym zacięciem, a moja dzisiejsza propozycja jest moim faworytem nie tylko ze względu na wyjątkowy smak, ale również niską czasochłonność i koszt wykonania. 

Danie to zazwyczaj podaję z kus kusem, który świetnie się tu sprawdza, lecz równie dobrze może to być kasza jaglana czy pyzy gotowane na parze.

Składniki:
porcja dla 2 osób
czas przygotowania: 30 min
stopień trudności: łatwy, średni, trudny
ilość zużytych naczyń: 4
współczynnik bałaganu: mały, średni, duży
  • 1 szklanka kaszy kus kus
  • 1 łyżka suszonych warzyw (np. Sys)
  • 300 g brokułów
  • sól, cukier (do smaku)
mięso
  • 300 g mięsa mielonego (najlepiej wołowego lub wieprzowo - wołowego)
  • sok z 1/4 pomarańczy (z miąższem)
  • 1 łyżeczka przyprawy korzennej
  • szczypta chilli
  • sól, pieprz (do smaku)
  • ok. 12 suszonych śliwek (2 na jeden kotlet)
sos
  • 1/4 l wody
  • sok z 0,5 pomarańczy (z miąższem)
  • 0,5 łyżeczki cynamonu
  • szczypta (czubek łyżeczki) kardamonu
  •  0,5 łyżeczki przyprawy korzennej
  • 0,5 łyżeczki miodu
  • 8 suszonych śliwek
  • sól



Przygotowanie:
  1. W dużej misce wymieszaj dokładnie mięso mielone z sokiem z pomarańczy, przyprawą korzenną, chilli, solą oraz pieprzem. Sprawdź czy mięso nie jest jałowe w smaku - jeśli tak, dodaj jeszcze trochę soli.
  2. Uformuj z mięsa płaskie "placki" tak, by można było włożyć 2 suszone śliwki a następnie uformować kuleczki, całkowicie przykrywające mięsem owoce.
  3. Zagotuj wodę z odrobiną soli i cukru (ok. 1 łyżeczka soli i cukru na 2 l wody), do której wrzuć brokuły. Ugotuj je al dente - ok. 4-5 min. 
  4. Do małego garnka wlej wodę, sok z pomarańczy, miód, cynamon, kardamon, przyprawę korzenną oraz śliwki. Gotuj na "małym ogniu" od czasu do czasu mieszając.
  5. Na dość dużej patelni (która pomieści kotlety oraz sos z garnka) obsmaż (bez użycia tłuszczu) z każdej strony kotlety tak, by miały chrupiącą skórkę (nie mają być ugotowane, uduszone w sosie) a następnie dodaj sos z garnka. Smaż dalej na patelni na "małym ogniu" do czasu aż sos zgęstnieje a mięso będzie upieczone.
  6. Do miseczki wsyp kaszę kus kus oraz suszone warzywa i zalej taką samą ilością wrzątku. Dopraw solą do smaku. Przykryj talerzykiem i odstaw na jakieś 5 min, by kasza zdążyła napęcznieć.
  7. Nałóż na talerze i gotowe!

 Życzę Wam smacznego:)





czwartek, 24 stycznia 2013

Odrobina Gruzji w centrum Poznania - warsztaty kulinarne

Z lekkim opóźnieniem - jak to ostatnio miewam w zwyczaju - lecz nadal z wielkim entuzjazmem witam Was w Nowym 2013 Roku:)

Kiedy rozpoczynał się rok 2012 nie podejrzewałam, że będzie to dla mnie rok tak intensywny i bogaty w pozytywne wydarzenia oraz zmiany natury mentalnej. Życie jednak niejednokrotnie nas zaskakuje i jeśli tylko są to pozytywne niespodzianki - tak trzymać! Wszystko wskazuje na to, że rok 2012 był niczym w porównaniu z wydarzeniami jakie czekają mnie w roku 2013, ale o tym - innym razem.
W związku z powyższym, u progu (przekroczonym już dość dużym krokiem) Nowego Roku życzę Wam co najmniej miliona pozytywnych - mniej, lub bardziej, spodziewanych wydarzeń.

To by było tytułem wstępu.


Przechodząc do tzw. części merytorycznej, chciałabym dziś podzielić się z Wami wrażeniami z mojego niedawnego uczestnictwa w warsztatach kulinarnych poświęconych kuchni gruzińskiej.

Warsztaty zostały zorganizowane i odbywały się w Akademii Kulinarnej bardzo sympatycznej poznańskiej restauracji Dąbrowskiego 42, w której już wcześniej miałam okazję delektować się pysznymi potrawami. 
Z kuchnią gruzińską nie miałam wcześniej do czynienia, za wyjątkiem wizyty w pewnej krakowskiej sieciówce, której zbyt dobrze nie wspominam. 
Udział w warsztatach był moim prezentem urodzinowym (dzięki Dziewczyny!), a wybór tematyki należał do mnie. Chciałam dowiedzieć się więcej na temat kuchni tego niezwykle ciekawego kraju i spróbować typowych dla tego regionu świata dań. 

Warsztaty prowadziła Aniela Redelbach, finalistka ukraińskiej edycji Hell's Kitchen, zwyciężczyni warsztatów kulinarnych z Adamem Chrząstowskim w Kuchni +, której pasją jest m.in. kuchnia gruzińska.

W programie warsztatów, wg informacji na stronie Akademii, miały się znaleźć: tradycyjne gruzińskie pierogi z mięsem – chinakli, placki z serem – chaczapuri, kurczak w sosie orzechowo – czosnkowym – sacywi oraz coś słodkiego na deser. Po rozpoczęciu warsztatów okazało się, że program uległ drobnym zmianom, w wyniku których z programu wypadły gruzińskie pierogi oraz deser, które zastąpiono Lobio - wytrawnym daniem z  czerwonej fasoli
Zmianę programu, bez wcześniejszego informowania o tym fakcie uczestników, uważam za spory nietakt ze strony Organizatorów, ponieważ w moim przypadku decyzja o wyborze tematyki warsztatów była determinowana głownie potrawami, które mieliśmy przygotowywać, w tym deserem oraz pierogami. Nie wspominam o fakcie, że warsztaty są płatne.


Koniec końców danami, które przyszło mnie oraz siedmiorgu innym uczestnikom przyrządzać były:

1. Chaczapuri - placki z serem
2. Lobio - danie z czerwonej fasoli
3. Sacywi - kurczak w sosie orzechowo - czosnkowym

Podzieliliśmy się na 3 podzespoły - każdy przygotowywał inne danie. Nowo poznana koleżanka Ania  (pozdrawiam:)) i ja przydzieliłyśmy sobie ostatnie danie na liście - Sacywi. 

Warsztaty przebiegały w bardzo pozytywnej i radosnej atmosferze. Przyjemnie jest spędzać czas w towarzystwie miłych i interesujących osób, które dzielą tą samą pasję. Ku mojemu zaskoczeniu byłam jedyną blogerką kulinarną na warsztatach, ale może dzięki temu panowała wyjątkowo luźna atmosfera. Podczas typowo blogerskich spotkań można odczuć lekką nutkę rywalizacji i tzw. "ciśnienia".

Potrawy nie były trudne do przygotowania, choć porada Anieli była nieodzowna, szczególnie w kwestii ilości przypraw, które należało dodać, gdyż nie zostało to sprecyzowane w przepisach.

Przepisy, wg których przygotowywaliśmy dania kuchni gruzińskiej przedstawiam poniżej.

Chaczapuri - placki z serem


Składniki:
  • ok. 2/3 szklanki ciepłej wody
  • 20 g świeżych drożdży
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1 opakowanie twardej mozzarelli 
  • 2 jajka
  • 30 g masła
Przygotowanie:
  1. Drożdże rozpuścić w ciepłej wodzie z cukrem.
  2. Do mąki dodać sól.
  3. Wymieszać mąkę z wodą i zagnieść miękkie ciasto. Odstawić do wyrośnięcia na 40 min.
  4. Mozzrellę zetrzeć na tarce i wyłożyć na placki z ciasta, zawijając brzegi ciasta w taki sposób, by wewnątrz znajdowało się serowe nadzienie.
  5. Uformować z ciasta łódeczki i wstawić do piekarnika na 20 min w temp. 200 stopni.
  6. Wyjąć chaczapuri z piekarnika i do każdego wbić jajko. Wstawić do piekarnika na kolejne 3-4 minuty, żeby białko się ścięło. Brzegi ciasta posmarować roztopionym masłem.
Jeśli ktoś nie ma ochoty na jajka może pominąć pkt 6. Niektórzy podobno podają chaczapuri z surowym jakiem - żadne z nas nie zdecydowało się jednak na taką ekstrawagancję:)






Lobio - wytrawne danie z czerwonej fasoli

Składniki:
  • fasola czerwona 500 g (my korzystaliśmy z fasoli w puszkach)
  • 2 cebule
  • 3 łyżki octu winnego
  • 1 ostra czerwona papryka
  • 1 duży pomidor
  • 3 ząbki czosnku
  • olej
  • cząber
  • sól, pieprz
  • szklanka liści kolendry
Przygotowanie:
  1.  Wcześniej namoczoną fasolę ugotować. Wywar przelać do osobnego pojemnika. Rozgnieść fasolę. - w przypadku fasoli z puszki - należy ją odsączyć i rozgnieść.
  2. Cebulę drobno pokroić, podsmażyć na oleju do tzw. zeszklenia oraz wymieszać z fasolą.
  3. Czosnek rozetrzeć ze solą, paprykę drobno pokroić, kolendrę posiekać. Wymieszać z fasolą a następnie dodać przyprawy.
  4. Podawać na gorąco lub na zimno.
 

Sacywi - kurczak  w sosie orzechowo - czosnkowym

Składniki:
  • 1 kurczak w całości lub podzielony na części
  • włoszczyzna - jak na rosół (marchew, pietruszka, seler, por)
  • 200 g orzechów włoskich (najlepiej już zmielonych)
  • 3 cebule
  • ocet winny (1 łyżka)
  • ok. 2 łyżki masła
  • cynamon (ok. 1 płaska łyżeczka)
  • 2-3 ząbki czosnku
  • 1 łyżeczka ziaren kolendry
  • sól, pieprz
  • chilli w proszku (płaska łyżeczka)
  • garść świeżej kolendry
  • pestki z 1 granatu
Przygotowanie:
  1. Kurczaka ugotować, jak na rosół, z dodatkiem włoszczyzny oraz soli i pieprzu.
  2. Cebulę bardzo drobno posiekać i zeszklić na maśle.
  3. Orzechy włoskie zmielić (muszą być zmielone na miałko - konsystencja mąki). Dodać cebulę, bardzo drobno posiekany (lub wyciśnięty) czosnek, ziarna kolendry oraz pozostałe przyprawy - cynamon, chilli, poszatkowaną kolendrę. Dodać sól do smaku (ok. 1 łyżeczka). 
  4. Dodać ocet. Mieszać masę stopniowo dodając ok. 1 litr bulionu z kurczaka. Dobrze wymieszać. Sos powinien być bardzo gęsty.
  5. Wyłożyć kurczaka na talerz i polać sosem. Posypać pestkami granantu oraz odrobiną posiekanej kolendry.
  6. Podawać na zimno lub gorąco.



Warsztaty pomimo kilku niedociągnięć organizacyjnych uważam za udane - był to bardzo przyjemny wieczór.
Co do kuchni gruzińskiej - pomimo całej mojej sympatii do Gruzji, na podstawie przygotowywanych i degustowanych podczas tego wieczoru potraw muszę stwierdzić, że nie są to moje smaki. Wszystkie dania były smaczne, natomiast nie było to coś, czym zajadałabym się od rana do wieczora. 
Na zdecydowane wyróżnienie zasługiwało (w mojej ocenie) chaczapuri, które smakowało mi najbardziej.

Pozdrawiam.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...